Czas wojny, okupacji i jej skutków był często poruszany w piosenkach zespołów alternatywnych. Pokolenie lat sześćdziesiątych znało wojnę ze wspomnień rodziców, dziadków, rodziny.
To nie było mityczne wydarzenie, to była żywa rana...
Dekret - Demo KZWP - 1984
Adolf - Martwy czas
Skład nagrywający:
Jarosław Jarp Pisarski - gitara głos
Artur Kajtek Kobus - gitara basowa głos
Cyprian Cyper Kowalczyk - perkusja głos
Edycja:
Film w muzyce i treści piętnujący niemieckie zbrodnie i zbrojną napaść na Polskę został systemowo usunięty zarówno z jutuba, jak i po kilku dniach z bloga.
Taki powód:
Cześć,
nasze wytyczne dla społeczności (https://blogger.com/go/contentpolicy) opisują granice między tym, co jest dozwolone, a co niedozwolone w Bloggerze. Twój film zatytułowany „Adolf.mp4” został zgłoszony do sprawdzenia. Ustaliliśmy, że narusza on nasze wytyczne, i cofnęliśmy jego publikację, przez co jest teraz niedostępny dla czytelników bloga.
Jeśli chcesz ponownie opublikować ten film, zmień jego treść tak, aby spełniała wytyczne dla społeczności Bloggera. Po zaktualizowaniu treści możesz jeszcze raz opublikować film. Spowoduje to rozpoczęcie procesu jego weryfikacji.
Być może masz możliwość skierowania sprawy do sądu. Jeśli masz pytania natury prawnej lub chcesz poznać inne rozwiązania dostępne w ramach obowiązujących przepisów, skontaktuj się ze swoim prawnikiem.
Więcej informacji znajdziesz na tych stronach:
Warunki usługi: https://www.blogger.com/go/terms
Wytyczne dla społeczności Bloggera: https://blogger.com/go/contentpolicy
Konkurs "Mikrofon dla talentów" w WDK, impreza miała ponoć kilka edycji.
Na jednej z nich wystąpił DEKRET.
Fotografie pochodzą z Archiwum WDK, miejsce koncertu kawiarnia WDK , 1984 rok.
To była prawdziwa niespodzianka, zobaczyć zdjęcia zespołu zaprezentowane w tym archiwum.
Pojawiły się wątpliwości i pewne problemy, głównie z pamięcią, w ustaleniu i rozpoznaniu pieśniarza ówczesnego składu.
Na dzień premiery - prezentacji zdjęć w archiwum WDK, znany był jedynie jego pseudonimem - "Bidon".
Dzięki Robertowi Szczękowi i Cyprianowi Kowalczykowi muzykom Dekretu, zagadka występu w WDK Kielce w 1984 powoli się wyjaśnia. Minęło trochę czasu i ...
Mamy Go!!!
Robert - Bąbel wytrwale dociekał, szukał, rozpoznał oraz przypomniał nam nazwisko wokalisty Dekretu w tym składzie.
W końcówce epoki półkotapczanów fornirowanych, Kielce kończyły się na pętli przy Piekoszowskiej. No, może trochę dalej, ale na pewno koniec wędrówki zaliczany był w błogosławionym piwnym azylu u Księdza - prawdziwego pogromcy czerwonoskórych.
Do klubu można było dojechać jedyną kursującą spalinową, opancerzoną "25-tką", jednak bilet był w cenie piwa, wybór i rachunek jest prosty.
Dalej już nikt normalny się nie zapuszczał.
Po drodze na Malików należało nazbierać zapas kamieni, by mieć czym rzucać w hasający i szczekający zadami skundlony klad zauropsydów. Trzeba było również uważać na miejscowych neandertali, bo cię upolują i zjedzą, lekko tylko osmalonego na grylu.
Czterech odważnych, nieodrodnych synów Czarnowa dzielnie pokonywało wszystkie wymienione przeszkody i docierało na próby do funkcjonującego wówczas przy KZWP klubu "Rulon".
Działo się to, zanim biblijny David objął w posiadanie te ziemie. On też zbierał kamienie, ale w zupełnie innym celu.
W Rulonie wędrowcy nie tylko zaciekle łomotali, ale miał miejsce również prawdziwy punkowy koncert. Grał Dekret oraz Masakra, większość publiki stanowili uczniowie kieleckiego Plastyka.
Archeolodzy są zdania, że to oni właśnie uwiecznili to przeżycie. Prezentujemy malowidła naskalne z podobiznami znalezione w jaskini Raj.
Emocje nie zawsze pomagają. Stres nawet ten podskórny daje o sobie znać. Przekaz często nie jest dla wszystkich zrozumiały i logiczny. Zawsze to było bardzo spontaniczne gadanie.
W Jarocinach na trzeźwo, może na lekkim kacu, ale na innych koncertach bywało z tym różnie.
Taki odprysk zapowiedzi jednej z piosenek, po latach jeden ortodoksyjny punk spytał mnie, czy byliśmy wówczas ideowymi ekologami? Odpowiedziałem, że na pewno byliśmy zadeklarowanymi pijakami…
Basista w Dekrecie od zarania do 1988 roku. Zagrał z zespołem wiele koncertów, w tym pamiętny w Jarocinie w 1987 roku. Ryszard brał udział i zagrał na zarejestrowanym w 1986 roku materiale, który w 2022 roku, pod tytułem Brudne Pieśni, ukazał się na płycie winylowej. Pamiętamy!
*
Punkiem brzmiący Fiat.
Róg ulicy Śląskiej.
Jak zawsze spóźniony biegnę z akademika na przystanek.
Jak zawsze mijam stojący na rogu ulicy sznur taksówek.
Po wypłacie stypendium nie mijałem, wsiadałem.
Bardzo szybko nie starczało na luksus podwózki taryfą.
W tej kolejce na postoju, często stał duży Fiat.
Punkiem brzmiący Fiat.
Na jednym z etapów życia Rysiu został taryfiarzem.
Głównym zajęciem taksówkarzy jest czekanie.
Rysiu nie grał z nimi w oczko. Rysiu grał na basie.
Zabierał do pracy gitarę.
Aby lepiej było słychać, przyciskał gryf, lub deskę do słupków w środku auta.
Fiat zamieniał się w pudło rezonansowe.
Z daleka słyszałem, czy dzisiaj Rysiu czeka na postoju.
A jeśli klient się trafił, gitara siadała na przednim siedzeniu.
Na kanale Andrzeja Getki - "neoficial" pojawiło się w całości demo nagrane prawdopodobnie pod koniec 1984 roku.
Składowisko:
Jarosław Jarp Pisarski - gitara głos
Artur Kajtek Kobus - gitara basowa głos
Cyprian Cyper Kowalczyk - perkusja głos
Demo trzech tenorów!
Przez lata dość pilnie strzeżone nagrania. Okazuje się, że w przyrodzie nic nie ginie.
Nagrania te stanowiły jednocześnie zgłoszeniówkę do Jarocina 85.
Według ustaleń nagrania powstały w 1984, w klubie Rulon w Kielcach.
Precyzując, materiał ten został nagrany w salce radiowęzła Kieleckich Zakładów Wyrobów Papierowych, a klub Rulon to przyzakładowy przybytek kultury.
Dlaczego tam właśnie, był tam jedyny dostępny magnetofon, nie wolno go było dotykać, a co dopiero przenosić.
Podobno w klubie nie było większości talerzy do perkusji, za blachy robiły dobre, wszędzie dostępne w PRL-u wysokie metalowe popielniczki.
Kto popalał już wówczas papieroski to pamięta.
Dobrze, że nie grali na spluwaczkach, bo były też i takie, pewnie zatwierdzone przez Komitet i Sanepid wynalazki.
Talerze do perkusji to tylko jedna z milionów bolączek PRL-u. Bolączek perkusistów...
Większość klubów miała jednego Eltrona Wzmacniacza Johna, i szczątki karminowego Polmuza, z którego podczas grania odpadał jedyny kociołek. Klub z Vermonami czyli enerdowskimi wzmacniaczami, był tak ekskluzywny, że dostęp do niego był ściśle reglamentowany, na równi z wolnością, mięsem, fajkami i gorzałą.
Ale może to tylko miejska legenda?
A muzyka?
Słychać niedobory sprzętowe, brak ogrania i pewności siebie zespołu, ale propozycja autentyczna i prawdziwa. Demo fajne i pewnie wówczas świeże, szkoda jedynie, że nagrane w tak fatalnych warunkach i ułomkach sprzętu. Pewnie też w pośpiechu, bo zaraz przyjdzie Pan Instruktor, władca tej zjebodziury, i wygoni ich z powrotem do kanciapy na Jagiellońskiej.
Śpiewanie na trzy głosy. Cyper śpiewał grając na perkusji, Kajtek śpiewał grając na basie i Jarp śpiewał refreny grając na gitarze.
Grali bardzo destrukcyjnie energetyczne koncerty, jedynie szkoda, że w 1985 nie dostali się do Jarocina, z uparcie ortodoksyjnym punkiem zostali by zauważeni.
To bardzo obfity rok dla zespołu DEKRET na scenach jarocińskiego festiwalu.
Zespół miał nieprzyjemność i przyjemność zagrać na tej edycji aż na trzech scenach, prawie trzy koncerty, a dwa pełne na pewno: scenie JOK - u, scenie na Polu Namiotowym, dużej scenie na Stadionie - w koncercie finalistów w głosowaniu publiczności.
Gorąco, nuda, siedzimy w tych Kielcach, trzeba by gdzieś pojechać, chociaż pociągiem.
Ty nie umiesz śpiewać, my nie umiemy grać, mamy wszystkie atuty, żeby wygrać Jarocin!
Wzorem roku ubiegłego, osiemdziesiątego siódmego, Dekret wysłał zgłoszenie oraz nagrania do kwalifikacji konkursowych.
Konkursowych, bo po ubiegłorocznej edycji, nikt z nas gwiazd nie uczynił.
Zespól ponownie pomyślnie przeszedł przez srogie muzyczne komisje, nazwa zespołu dumnie znalazła się na festiwalowym plakacie, w folderze wydrukowano stosowną informację opatrzoną zdjęciem zespołu.
No i co?
Jajco!
Za niereformowalną ortodoksję punkową, brak rajstopek oraz zmiennych kapci, podobno przy wydatnym udziale reżimowych władz, DEKRET został skazany na banicję wywieziony na furze gnoju, niestety bez towarzystwa skąpo odzianej Jagny na Pole Namiotowe.
W te władze to nie bardzo wierzę, przecież tak bardzo dbali o kulturalny rozwój młodzieży.
Przy okazji spóźnione, ale serdeczne pozdrowienia dla szarych garniturów z cenzury przy Rewolucji Październikowej w Kielcach, kilku TW kolegów - szpiegów, oraz oddanych służbie oficerów SB, którzy tracili zdrowie i słuch na punkowych koncertach, ( dodatek za pracę w toksycznych warunkach płacili? ), i dla całej reszty wąsatych skurwysynów z SOK-istami na czele!
Jedyne zachowane zdjęcie z furki - przyczepy - sceny.
Dekret wzmianka o zespole - Jarocin 1987 recenzja Jan Skaradziński - Non Stop.
Debiut.
Zespół po raz pierwszy został zakwalifikowany do udziału w festiwalu Jarocin 1987. Debiut na festiwalu miał miejsce 5 sierpnia.
Podczas koncertu na małej scenie w jarocińskim amfiteatrze rozdawane były płyty. Akcja stanowiła oprawę występu zespołu DEKRET. Rozdawano płyty z nagraniami zespołu reprezentującego folk trash polo, czyli Mazowsza. W specjalnie przygotowanej okładce na okoliczność Jarocina, mającej sugerować wydanie przez DEKRET własnej, autorskiej płyty. Po pierwszym oszołomieniu i polowaniu na taką gratkę, publiczność odkryła nierealność tej sytuacji i amfiteatr chwilowo zamienił się w obiekt do rzucania piłami tarczowymi. Obyło się bez ofiar, okaleczeń oraz zdjętych skalpów. DEKRET zagrał do końca swój koncert mniej przychylnie przyjęty przez ochroniarzy i organizatorów, trochę lepiej przez liczną publikę. Zespół przed festiwalem, nie miał stałego miejsca prób, na krótki czas przed samym Jarocinem, miejsce przychylnie udostępnił Boguś Polak, wówczas instruktor muzyczny w klubie Ziemowit, oczywiście na Czarnowie. Powstała szansa chociaż na krótkie przygotowanie materiału do konfrontacji scenicznej na największym wówczas w Polsce i okolicy festiwalu muzycznym.
Krążą plotki o planach wydania płyty z zawartością dokumentującą dokonania Dekretu grającego na czterech edycjach festiwalu w Jarocinie.
Koncerty w Kielcach miały kiedyś liczną, zaangażowaną publikę oraz ministerialne wsparcie.
Szkoda, że wówczas nie wiedzieliśmy, że psiarnia jest taka uzdolniona, szukalibyśmy u nich inspiracji. W pałowaniu...
---
Kielce czyli Jarocin dla bezpieki!
Tańczący z pałami - grający z esbekami!
Ja pierdolę!
Jaki wstyd przed Ryśkiem!
Edit:
Jacek słusznie zasugerował: Trzeba dotrzeć do organizatorów i powtórzyć program na 40 lecie tego koncertu. 6 października, dzień milicjanta. I zadbać o tantiemy dla Universe.